Dlaczego 100%, albo nic to bullshit? Okiem psychodietetyka.

Wiesz już, że zaburzenia odżywiania nie biorą się z nikąd. Zwykle mają podłoże psychologiczne, społeczne, czy też rodzinne. To problem dotyczący osób w każdym wieku, niezależnie od płci.

Znasz również kilka powodów, które mają wpływ na zaburzone relacje z jedzeniem (więcej we wpisie: co może mieć wpływ na zaburzenia odżywiania?), które mogą prowadzić do zaburzeń odżywiania. Dowiedział_ś się, że nawyki żywieniowe ustalone w dzieciństwie mają wpływ nie tylko na zdrowie dziecka w okresie dzieciństwa, ale także na zdrowie w późniejszych latach życia. Masz świadomość, że wywieranie nadmiernej, zbędnej presji przy stole ma negatywny wpływ na atmosferę spożywanych posiłków, która z kolei wpływa na złe kojarzenie samego jedzenia jako czynności.

W razie problemu nie obwiniasz siebie, tylko szukasz rozwiązania.


Ideały nie istnieją...

Płynnie przechodzimy do tematu kolejnego psychodietetycznego wpisu. Dlaczego 100%, albo nic to bullshit? Oczywiście rozumiem kontekst motywacyjny, często żartobliwy, a nawet traktowany z przymrużeniem oka. Chciałabym tylko żebyś była/był świadomy, że ideały nie istnieją.

I uwierz mi nigdy nie będzie na 100%, ale nigdy też nie będzie 0%. Może być po prostu dobrze, albo lepiej, bez wprowadzania zmian o 180 stopni w swoim życiu, które prędzej czy później i tak pójdą w odstawkę.

W tym wpisie dowiesz się w jakich sytuacjach bardzo łatwo wpaść w błędne koło dążenia do ideału i przy okazji popsuć sobie relacje nie tylko z jedzeniem, ale i samym sobą.


Nie wszystko jest czarne, albo białe

Z poprzednich wpisów na pewno wiesz, że nie warto podchodzić do swojego życia zerojedynkowo. Pamiętaj, że jedzenie nie ma tylko funkcji zaspokajającej głód, ale także pełni rolę psychologiczną. Mówiąc prościej to oczywiste, że musisz jeść, ale jednocześnie dobrze jest jeść tak, żeby zadowolony był nie tylko Twój żołądek, ale również głowa. Za zdaniem 100%, albo nic często kryją się zasady, które nie pasują do Ciebie i Twojego stylu życia. Przykładowo od dziś nie piję kawy. Mimo że tej kawy w zwyczaju pijasz 2-3 dziennie. Realne? No nie. Jak zrobić to lepiej? Chcę ograniczyć picie kawy. Widzisz różnicę? Nie zakładam z góry, że z dnia na dzień przestanę pić kawę, tylko chcę ograniczyć jej spożycie. Nawet, kiedy w skali miesiąca zamiast 90 kaw wypiję ich 85 to będę zadowolona z rezultatów.


Nic nie musisz sobie udowadniać

Częstym problemem jest fala porażek. Chcesz zacząć kolejny raz i kolejny raz mówisz od poniedziałku to już na 100%. Masz w głowie tylko jedno: udowodnić sobie, że jesteś coś wart i osiągniesz zakładany cel (na marginesie, często ten cel jest nierealny). No i dobra. Mamy już ten poniedziałek aplikacja do liczenia kalorii dopięta na ostatni guzik, pudełka z jedzeniem gotowe - można zaczynać tydzień. Mija poniedziałek, wtorek, środa...docieramy do weekendu i idziesz na zaplanowane urodziny babci. Wiesz, że babcia gotuje tradycyjnie, że będzie tort, ale zaciskasz zęby. Myślisz: obiad podziubię, tortu odmówię, pół godzinki i zmykam. Docierasz do babci, widzisz jej uśmiech i ulubiony tort - pękasz. Zjadasz kawałek tortu, prosisz o dokładkę, a po niej na talerz wrzucasz jeszcze dwa kawałki domowego ciasta. Wracasz do domu z wyrzutami sumienia, poprawiasz winem i chipsami i znowu czekasz na poniedziałek...


Czy można było zrobić to lepiej?

W podejściach skrajnych w kontekście odżywiania bardzo często spotykam się z późniejszymi zaburzonymi relacjami z jedzeniem. Segregowanie żywności na dobrą i złą, zerojedynkowe podejście: albo jestem na diecie, albo nie. Tak na dobrą sprawę historia, którą wymyśliłam na potrzeby poprzedniego slajdu to bardzo częsty scenariusz. Jak wyglądałaby jej wersja z happy endem? Na pewno byłby inny początek zamiast 100%, albo nic, padłoby chciałabym popracować nad nawykami żywieniowymi i osiągnąć swój cel. Dzięki temu już z założenia masz większy luz w głowie i nie wywierasz presji na samej sobie. Urodziny ukochanej babci spędzone bez napinki na dietę i bez poprawin w domu. Tylko tyle i aż tyle. I ja wiem, że teraz to brzmi jak coś oczywistego, ale wiele osób podejmuje takich stu procentowych prób jedna, za drugą i wpędza się w bardzo złe relacje i z jedzeniem i z samym sobą.


I jeszcze na sam koniec...

Cieszę się, że dotarł_ś do końca mojego wpisu! Dzisiejszy był trochę luźniejszy, ale jednocześnie poruszał problem, który jest dosyć powszechny. Sporo osób podchodzi do odżywiania zerojedynkowo, jednocześnie niszcząc psychologiczny aspekt jedzenia. Co z kolei zbliża do zaburzonych relacji z jedzeniem, a później nawet i zaburzeń odżywiania.


Jeżeli masz problem z zaburzeniami odżywiania, lub zaburzonymi relacjami z jedzeniem i potrzebujesz wsparcia psychodietetyka to zapraszam na konsultacje psychodietetyczne w moim gabinecie w Bielsku, lub on-line z każdego miejsca w kraju i za granicą.




10 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie